Wyznaczone dla zlikwidowanego Przedmieścia Lwowskiego, mieszczan gorszej kategorii, Nowe Miasto zasiedlili w większości Żydzi. Od początku sytuowane było więc w opozycji do prestiżu miasta w murach obronnych. Mimo szybkiego rozwoju jako ośrodka handlu (targi), podobnej liczby mieszkańców i na prawie pół wieku przeniesionych tu władz cywilnych, nie zmieniło charakteru, pozostając, jakich wiele. żydowskim zabłoconym miasteczkiem.
Narosła wzajemna niechęć. Wg Pinkasu nawet dla Żydów staromiejskich postawienie tam stopy dla kogoś o wysokiej pozycji w mieście przybycie oznaczało obniżenie swojej pozycji, po prostu nie warto było czołgać się dwa kilometry, aby obejrzeć błotnistą nową dzielnicę. Posiadanie tam krewnych było już wystarczającą hańbą. Gdy trzeba załatwić sprawę w urzędzie, za ubranym świątecznie Żydem – jak podaje Pinkas – w szabasowej kapocie, wypolerowanych bitach, białej koszuli krzyczano „Ludzie z lasu”. Dochodziło do bójek. Perec pisze, odwzajemniano przezwiskiem, „Żarłoki”. Bezpieczniej – grupkami – starówkę – odwiedzali uczniowie chederów.
Nakładał się na to i brak kościoła - mniej katolików, którzy szli 2 km w upał czy niepogodę, patrząc z zazdrością na sąsiadów.
Po holokauście, jeszcze przez długi czas utrzymywała się pewna odrębność obyczajowa Nowego Miasta, związana ze statusem części mieszkańców, czy targowym kolorytem. Jeśli chodzi o tzw. „zawadiaków”, w latach 50. Stare i Nowe Miasto było w permanentnym „stanie wojny”. Jeszcze teraz zdarza się podkreślać, że tamte Nowe Miasto to była zamojska „Praga”.