Przez współczesnych nazywana „zamkiem”, acz nie warowna, i tylko niespełna 40-letnia rezydencja Zamoyskich, nie nadawała się na tło ponurych szekspirowskich dramatów. Wiara w ciemne moce była jednak istotną częścią staropolskiej codzienności by złączyć ją z pałacem ordynackim w taką cytowaną za Bazylim Rudomiczem historię. Przytaczał ją za Gryzeldą Wiśniowiecką. W 1622 jej rodzice Tomasz i Katarzyna Zamoyscy  niedoczekani się  potomka. Do poronienia miało dojść w wyniku czarów. Mieli stać się niepłodni, zapaść na epilepsję i umrzeć. Starym babom kazała czynić czary Anna Zamoyska. Te, schwytane, wszystko wyznały na torturach, jak pochowały w pokojach martwe małe płody etc., które zostały rzeczywiście znalezione i spalone razem ze staruszkami i zręcznie zrobionym koziołkiem.
Wyszło na jaw, że za intrygą stał szwagier Anny – Wacław Zamoyski, z bezpotomną śmiercią Tomasza, przejmujący po nim ordynację. Tę historię odkrywa i umieszcza ją w ówczesnych rodzinnych realiach J. Bartkowska (FB). 
W dziejach pałacu nie znane są inne historie powiązane z czarnomagicznymi siłami, aczkolwiek pałac nie wolny był od zjawisk nadprzyrodzonych. Przybyłego w 1913 płk. Krasnowa przestrzegano przed pojawiającą się w jego rezydencji Białą Damą. A dziwnych hałasów doświadczać mieli wspólnie prezez Jaśkiewicz i rejent Leśmian.